Panieński po turecku, czyli moja kına gecesi (noc henny)

kina
Pytania o noc henny zaczęły się pojawiać w rozmowach z Turkami prawie natychmiast po tym jak na mój palec trafił pierścionek zaręczynowy. Po standardowym “to kiedy ten ślub?” następowało coś pomiędzy pytaniem a uświadamianiem mnie, że “oczywiście zrobisz noc henny, prawda?”. W całym tym okołoślubnym zamieszaniu wychodziliśmy z założenia, że to nie jest impreza dla nas, a dla rodziny (głównie dla najstarszych) i jeśli to sprawi im frajdę, to niech mają, a może i Polacy będą mieli okazję zobaczyć coś ciekawego. Organizacją nocy henny w całości zajęły się mama i siostra H., dlatego zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać i byłam pewna, że coś pójdzie nie tak, ale (uwaga, spojler!) było naprawdę fajnie.

Z tego co zrozumiałam przez te kilka lat spędzonych w Turcji henną “święci się” pannę młodą przed ślubem, to samo robi się z mężczyznami przed pójściem do wojska i barankami przed zarżnięciem (wymowne, prawda?). To coś na kształt wieczoru panieńskiego, nadal zwykle zarezerwowanego tylko dla kobiet, ale z tego co zauważyłam i słyszałam coraz częściej panowie również pojawiają się na tego typu imprezach. U nas towarzystwo było od samego początku mieszane i na szczęście dla nikogo nie był to żaden problem.

Przez pierwsze pół godziny miałam wrażenie, że impreza będzie raczej przypominać stypę – dziadek, ciotki, wujkowie i sąsiadki porozsiadali się na krzesłach i tylko patrzyli na polską ekipę, która zajęła strategiczną pozycję na drugim końcu małego ogródka. Na szczęście po jakimś czasie wszyscy się rozkręcili, Turczynki nauczyły nas kilku tureckich tańców, my zrobiliśmy z siebie pośmiewisko, bo jedynym polskim tańcem, który przyszedł nam do głowy był imprezowy wąż (spoko, przynajmniej Turcy będą dalej żyć w przekonaniu, że Turcja to najwspanialszy kraj na świecie, ci biedni Polacy nie mają nawet swoich tańców narodowych, nie mówiąc już o tym, że nie potrafią tańczyć), a potem nadszedł czas na zasadniczy punkt programu, czyli hennę.

Zostałam posadzona na taborecie na na środku ogródka, zakryto mnie dużą czerwoną chustą, zgasło światło i ucichła muzyka, kazano mi zacisnąć pięści i otworzyć je dopiero kiedy moja teściowa pojawi się ze złotem. Dookoła mnie chodziło kilka dziewczyn z tacą (na której była henna i świeczki), wszystkie śpiewały piosenkę, która miała sprawić, że zacznę płakać – o dziewczynie, która wychodzi za mąż i wie, że będzie tęsknić za swoją wioską i za swoją rodziną. Mam wrażenie, że to był element całego wieczoru, który zrobił na Polakach największe wrażenie, melodia faktycznie miała w sobie coś wzruszającego i gdyby dziewczyny zaśpiewały jeszcze z trzy zwrotki pewnie bym miała wilgotne oczy, a tak tylko udawałam, że płaczę (co chwila któraś z dziewczyn podnosiła chustę i sprawdzała czy już ryczę czy jeszcze nie, ale po udawanym łkaniu dały mi spokój ;) ). Kiedy w końcu zostałam przekupiona złotem od teściowej na jedną dłoń trafiła właśnie złota moneta i henna, na drugą już tylko henna (trzymałam ją może 20 minut, potem zmyłam, dopiero zaczyna mi schodzić z dłoni, a minęły prawie dwa tygodnie).

DSC_6595

Pamiętajcie, nie otwieramy dłoni za darmo, czekamy na złoto! ;)

Pamiętajcie, nie otwieramy dłoni za darmo, czekamy na złoto! ;)

IMG_4841

DSC_6611

Jedna z naszych znajomych powiedziała, że na swojej nocy henny rozbijała gliniane naczynie wypełnione drobniakami i cukierkami i powiedziała, że przygotuje coś takiego dla mnie. Dlatego po uwolnieniu się spod czerwonej chusty i paru beznadziejnych krokach udających taniec trzasnęłam glinianym testi o ziemię, pozbieraliśmy słodycze i kurusze i wróciliśmy do zabawy.

DSC_6639

Później było już tylko bardzo dużo tańczenia, trochę tradycyjnych i obowiązkowych na nocy henny orzeszków oraz dużo śmiechu. Myślałam, że wszyscy będą mieli dość tej imprezy po paru godzinach, a okazało się, że nie można było wygonić gości z ogródka! My zwinęliśmy się koło północy, bo to był też dzień przyjazdu mojej rodziny i znajomych i wszyscy powoli padali po dwóch dobach bez snu.

Tak jak powiedziałam na początku w spojlerze – było naprawdę fajnie. Bez spiny, bez zadęcia, bez kreacji za setki lir (chociaż mama H. kupiła sobie specjalnie na tę okazję szaloną kiecę, pytała też czy idę z nią do fryzjera – wolałam odebrać znajomych z dworca autobusowego, fryzjera olałam ;) ), bez wynajmowania ogromnej sali, bez tradycyjnego czerwonego stroju dla mnie. Sporo naszych tureckich znajomych miało noce henny co najmniej tak samo wystawne jak samo wesele, ale to zupełnie nie nasze klimaty i my byliśmy zadowoleni z tego, co mieliśmy, czyli z fantastycznego towarzystwa i świetnej atmosfery.

Türkiye’ye hoş geldiniz!

istanbl sabiha

1. Pierwszy zapach po wyjściu z lotniska – dym papierosowy.
2. Kierowca autobusu przed lotniskiem je sobie pop keka, a opakowanie wywala za drzwi na chodnik.
3. Na śniadanie jemy pyszne, ciepłe, mięciutkie poğaçe – H. z białym serem i oliwkami, ja z żółtym serem. Simity zostawiamy na później do herbaty (ostatecznie ich nie jemy, ale dobrze wiedzieć, że są, “jakby co” ;) ).
4. Wychodzimy na spacer, a przy bakkalu stoi gęś.
5. Przechodząc przez pierwszą możliwą ulicę prawie zostajemy rozjechani. Powtarza się to jeszcze trzy razy (musimy się przestawić na turecki tryb zmieniania stron ulicy i to szybko).
6. Na obiad çiğ köfte.
7. Wypijam z 5 szklaneczek herbaty w ciągu dnia.
8. Spotykam jakąś ciotkę H. po raz pierwszy w życiu i słyszę od niej, że jestem gruba, co wg niej jest komplementem i świetnym żarcikiem.
9. Ta sama ciotka uznała, że jestem “zimną yabanci”, bo nie miałam potrzeby przytulania się i całowania więcej niż dwa razy (powitanie i pożegnanie).
10. Przepyszny döner na kolację i ten lavaş wyciągany prosto z pieca…!

Tak, chyba jestem w Turcji ;) Hoş bulduk :)

Po 7 miesiącach w Polsce

Myślałam, że napiszę o tym wszystkim w jakąś bardziej zgrabną rocznicę naszej przeprowadzki, powiedzmy po pół roku lub po roku, ale niech będzie 7 miesięcy. Ostatnio dużo osób pyta nas jak się nam żyje w Polsce, czy jesteśmy zadowoleni z tej decyzji, czy nie żałujemy i generalnie – jak tam u nas, więc pomyślałam, że opowiem Wam dzisiaj o naszych wrażeniach związanych z przeprowadzką znad Bosforu nad Wartę.

turek w europie

1. Mieszkanie

Jak większość z Was pewnie wie w Stambule mieszkaliśmy w trójkę w jednym mieszkaniu – H., jego mama i ja. Moja już-teściowa jest naprawdę kochaną, bezproblemową osobą, ale taki układ nie jest idealny i po pewnym czasie wkurzało mnie wszystko – to w jaki sposób trzyma ona masło w lodówce albo to, że nie wyciera rąk po ich umyciu i potem woda kapie na świeżo przeze mnie umytą podłogę. Brzmi banalnie, ale o ile naszym ukochanym jesteśmy w stanie wiele wybaczyć, to ta miłość i wyrozumiałość nie rozciąga się już na teściowe. Teraz mieszkamy sami i chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że od razu czujemy się swobodniej. Ważna sprawa to też to, że za pieniądze, które teraz wydajemy co miesiąc na mieszkanie w Stambule na pewno nie znaleźlibyśmy niczego podobnego.

2. Okolica

Kavacık (po azjatyckiej stronie tuż przy drugim moście) nie był najgorszym miejscem do mieszkania w Stambule. Bardzo to miejsce doceniałam, bo autobusy stamtąd jeździły praktycznie w każdym kierunku, ale bardzo denerwowało mnie to, że nie do końca były tam miejsca, w które mogliśmy sobie pójść na spacer. Jedna długa, zatłoczona ulica, jeden park, do którego nie zawsze chciało nam się chodzić i tyle. Teraz prawie pod domem mamy las, kiedy wychodzimy na spacer wieczorem mam wrażenie, że jestem nad morzem, bo zapachy są podobne (rozgrzany piasek i igły sosnowe, świetna sprawa!), jeśli nie mamy ochoty na las możemy sobie pójść na spacer po kampusie uniwersyteckim (wieczorami poza ludźmi na rolkach i rowerach prawie nikogo tam nie ma), 10 minut od domu mamy basen, z okna widzimy pętlę tramwajową (w centrum Poznania jesteśmy w 16 minut). Cisza, spokój, stosunkowo świeże powietrze – dla mnie bajka.

3. Aktywności różne, różniste

Przed wyjazdem do Stambułu uwielbiałam jeździć na rowerze, często chodziłam z rodziną na basen, spotykałam się ze znajomymi na piwo i to tych rzeczy najbardziej brakowało mi w Turcji. Piwo drogie, poza tym ludzie porozrzucani po całym mieście (a czasem znaczy to, że ode mnie do kogoś z kim chce się spotkać jest dobre 60 km), więc ciężko to logistycznie ogarnąć, zwłaszcza jeśli mieliśmy ochotę na jakieś spontaniczne spotkanie. Baseny drogie, trzeba wykupić od razu karnet na milion lat (no dobra, na parę miesięcy). Ponoć są jakieś darmowe na które wystarczy się zapisać, ale w mojej okolicy niestety takiego basenu nie znalazłam. O rowerze nawet nie myślałam, bo po pierwsze górki by mnie wykończyły, a po drugie dostałabym zawału na pierwszym skrzyżowaniu. Teraz basen mamy na osiedlu, na którym mieszkamy, pojedyncze wejście to 10 zł, H. jest pod wrażeniem, że lekcje pływania nie mają zaporowych cen (już się zapisał), że są bajery w stylu aqua aerobiku (12 zł), że można ot tak wejść i korzystać. Wypożyczalnia rowerów – całe 2,50 zł za godzinę, a okolica zachęca do wycieczek. No i fakt, że w każdej chwili możemy pojechać za granicę – H. jest informatykiem i kiedy zarezerwował sobie bilet na konferencję w Berlinie w październiku widziałam, że jest to dla niego nowość – ot tak, bez wiz, bez papierków, bez stresu może zaplanować wyjazd do innego kraju z dnia na dzień. W tym roku w październiku też z tego na pewno skorzysta.

4. Jedzenie

Kiedy dopadała mnie w Turcji latem ochota na zimne jabłkowe albo żurawinowe piwo, albo przynajmniej piwo z sokiem to aż płakać mi się chciało. Był przez pewien czas cytrynowy Efes (wcale nie był cytrynowy…), ale potem chyba zniknął, bo nigdzie go nie mogłam znaleźć. Nie mówiąc już o kiełbaskach, wędlinie, serze białym i żółtym i milionie innych drobiazgów. W Polsce są sklepy arabskie i tureckie, więc są oliwki, feta jest i mojemu H. to starcza, jest soczewica zielona i czerwona, jest ciecierzyca, herbatę kupiłam bez problemu na Allegro (czajniczek miałam już wcześniej), lubię piec, więc wypróbowaliśmy już przepis na poğaçę i simita, u znajomych jedliśmy pide, w Makro znaleźliśmy cudowny kebab, okazało się, że z dużej papryki wychodzi bardzo fajna dolma, znalazłam fajny ryż do pilavu, ayran i porządny jogurt więc jak H. ma parcie na coś tureckiego to zazwyczaj nie ma problemu, żeby znaleźć do tego składniki. Świeżych tureckich fig nic mi wprawdzie nie zastąpi, ale poza tym tragedii nie ma. Poza tym H. jest zaskoczony liczbą różnego rodzaju “tematycznych” restauracji i knajpek – są miejsca, gdzie kelnerki są przebrane w jakieś średniowieczne ciuchy, są miejsca, gdzie dziewczyny wyglądają jakby właśnie wróciły z plaży, jest mnóstwo chińskich, japońskich, meksykańskich, greckich, włoskich, tajskich miejsc, restauracji tylko z naleśnikami albo pierogami i to wszystko też jest dla H. nowością i czymś nowym i ciekawym. H. oszalał też na punkcie zdrowej i ekologicznej żywności i kiedy dowiedział się, że mamy w sklepie wybór jajek z różnymi numerkami i o co tak właściwie chodzi z tymi jajkami 0, 1, 2 i 3 stwierdził, że od teraz kupujemy tylko zerówki albo jedynki. Przy półce z chlebem to samo – mój Turek porzucił biały chleb na rzecz dobrego, żytniego chleba na zakwasie, zamiast białego cukru mamy cukier trzcinowy i ksylitol, w lodówce obok mleka stoi mleko ryżowe i kokosowe, obok oliwy olej kokosowy, na stole trzy rodzaje wody mineralnej (a nie źródlanej), w szafce obok bulguru przywiezionego przez już-teściową kasza gryczana, jaglana i pęczak. Mamy wybór, a wszystkie rzeczy, których chcemy wypróbować są stosunkowo tanie i łatwo dostępne. H. zaskakuje tylko to ilu jest pijanych ludzi na ulicach, ale widzi, że większość z nich to niegroźni, bełkoczący panowie, którzy najwyżej poproszą o kilka złotych na kolejne piwo. Dziwi go to (nazywa tych panów “walking dead”), ale chyba się do tego powoli przyzwyczaja.

5. Język

Kiedy już nauczyłam się tureckiego mogłam iść w miasto bez obaw, bo wiedziałam, że z każdym wszędzie się dogadam. Wcześniej szlag mnie trafiał, że nikt w Stambule nie mówił po angielsku (nie liczę sprzedawców na Grand Bazaarze, bo rzadko tam chodziłam ;) ). H. nie zna jeszcze polskiego, ale sama jestem zaskoczona tym, jak łatwo da się w Poznaniu funkcjonować tylko z angielskim – H. dogaduje się z właścicielem naszego mieszkania, listonoszem, co drugim sprzedawcą w sklepie, lekarzem, kelnerem i swoim trenerem pływania. Nadal mam taki odruch, który każe mi z nim wszędzie iść i wszędzie za niego mówić, ale coraz częściej okazuje się, że jestem do niczego niepotrzebna (chlip…).

6. Praca

Ja nadal nie mam pracy i jest to temat rzeka, ale warto podkreślić to, że w Turcji nie miałam pozwolenia na pracę (i nawet teraz jako żona miałabym z tym pod górkę), H. dostał pozwolenie na pobyt i na pracę na dwa lata. Samo szukanie pracy dla niego nie było dla nas problemem – H. jest programistą i pracuje od prawie roku na odległość dla firmy w Dubaju, więc niestety nie wiem zbyt wiele na temat szukania pracy dla Turka w Polsce. Na pewno nie jest łatwo, ale przynajmniej kwestie formalne są o wiele prostsze niż dla nas w Turcji.

Nie chciałabym, żeby którakolwiek z Was pomyślała, że Turcja to piekło, a Polska to raj na ziemi. Nam się lepiej mieszka w Polsce, ale znam wiele osób, które w życiu by się nie zdecydowały na wyjazd z Turcji – każdy ma swoje priorytety, marzenia, każdemu z nas nie pasuje coś innego i każdy z nas jest w innej sytuacji – nie ma co uogólniać. Gdybym mogła sobie stworzyć swój wymarzony świat na pewno znalazłyby się w nim te cudowne tureckie świeże figi, kilka niesamowitych osób, które poznałam w Stambule, trochę tamtejszego morza i nieba, sporo przypraw, trochę promów pływających po Bosforze, sporo tureckiego uśmiechu, herbaty i suszonych na słońcu moreli. Są rzeczy za którymi tęsknię, ale na pewno nie żałuję, że zdecydowaliśmy się zamieszkać w Poznaniu, przynajmniej na razie. Jetem też pewna, że nie wyczerpałam tematu, to jest po prostu kilka rzeczy, które natychmiast przychodzą mi do głowy, kiedy ktoś mnie pyta o to jak się nam tutaj żyje.

Ciekawa jestem czy Wy jesteście zadowolone z miejsca, w którym mieszkacie, niezależnie od tego czy jest to Turcja, Polska czy jakiekolwiek inne miejsce. Myślicie, że zostaniecie tam na zawsze czy chcecie się gdzieś przenieść? Czemu? Czemu nie? Czego by Wam brakowało albo czego Wam w tej chwili brakuje? No i co na to wszystko Wasi Turcy? ;)

Wirujący derwisze w Warszawie

Większość z Was pewnie wie, że w tym roku Polska i Turcja świętują 600 lat stosunków dyplomatycznych. Z tej okazji w obu państwach odbywają się różne imprezy, a dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć o jednej z nich – mam też kilka zaproszeń do rozdania :)

Plakat

Z okazji 600. rocznicy stosunków dyplomatycznych między Polską a Turcją 28 maja 2014 r. o godzinie 19:00 w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie odbędzie się koncert tureckiej muzyki sufickiej. Na scenie pojawią się także wirujący derwisze bractwa Mevlany.

Ceremonia Sema, którą zaprezentują wirujący derwisze daje polskiemu widzowi unikalną okazję poznania kultury i obyczajów bractwa mewlewitów, które powstało w XIII w. w Konyi, w Turcji. Założycielem bractwa był poeta mistyk, Mevlana.

Derwisze modlą się w bardzo ciekawy sposób, wirując wokół własnej osi, co wprowadza ich w swoisty duchowy trans. Widzowie podczas występu będą mogli także posłuchać muzyki sufickiej, której przewodzić będą takie instrumenty jak ney, czy oud oraz podziwiać grę świateł budującą mistyczny nastrój podczas całego spektaklu.

Organizatorem koncertu jest Biuro Radcy ds. Kultury i Informacji Ambasady Turcji. Na scenie wystąpi Zespół Tureckiej Muzyki Sufickiej z Konyi (Konya Türk Tasavvuf Müziği Topluluğu) należący do Ministerstwa Kultury i Turystyki Republiki Turcji.

Zgarnęłyście bilety w niesamowitym tempie, mam nadzieję, że zobaczymy się w Warszawie! :) Obserwujcie też profil Poznaj Turcję, tam też mają się pojawić zaproszenia na koncert!

Słodkie słówka

askim

Nie wiem jak to u Was jest, ale u nas ludzie wyłapują różne ciekawe słówka, którymi którymi się do siebie zwracamy i pytają nas o ich znaczenie i historię. Stąd pomysł na to, żeby porozmawiać trochę na temat polsko-turecko-międzynarodowych słodkich i mniej słodkich słówek i określeń.

Część z Was może pamiętać z tekstu na temat początków moich związków z Turcją i Turkiem, że po raz pierwszy do Stambułu pojechałam na wakacje dla studentów organizowane przez innych studentów. Mieliśmy wtedy kilka godzin “zajęć” z języka tureckiego – uczono nas podstawowych wyrażeń w stylu “jestem w ciąży”, “wow, ogromny!”, “poproszę jeszcze jedno piwo”, “ściągaj majtki” i “jesteś przystojny” (swoją drogą jak H. zobaczył kartkę z moimi notatkami prawie mnie z tych wakacji wypisał, stwierdził, że ludzie, którzy to organizują są co najmniej dziwni). Jednym z użytecznych wyrażeń było też słowo “kanka” – czyli nasz swojski ziom, ziomek, ziomal. I jakoś w tak w ramach żartu zaczęłam do H. mówić “kanka”, potem on też to podłapał i tak staliśmy się swoimi kankami.

Podobało mi się to o tyle, że nie jestem osobą, która idąc ulicą rzuca sobie od niechcenia tekstami w stylu “kochanie moje ty słodziutkie, dziobasku najdroższy, misiaczku mój ty najukochańszy, och!”. Słowo “kanka” było o wiele luźniejsze, mniej nadęte i trochę dowcipne. Wielu Turków dziwiło się, że możemy tak do siebie mówić, milion osób tłumaczyło, że to słowo określające braci (kan kardeşler) i że sorry, ale nie powinno się tak do ukochanej osoby mówić. Sorry, nadal tak się do siebie zwracamy.

Popularne “aşkım” prawie w ogóle się u nas nie pojawia, a jak już to raczej w momentach, w których ja dostaję głupawki. Staram się wtedy wymyślić jak najwięcej słodziutkich słówek i rzucam wiązanką w stylu “aşkım, aşkımcım, sevgilim benim, canım, hayatımın anlamı, bebeğim…” (czyli kilka odmian słowa “kochanie”, potem coś na kształt “sensie mojego życia” i “dzieciaczku mój”… tutaj zwykle moja kreatywność się kończy).

Tak naprawdę najczęściej na co dzień mówimy do siebie “kankacım” – ziomalku. Tak się już przyzwyczailiśmy do różnych odmian tego nieszczęsnego “kanka”, że myślę, że nawet H. przestało się ono kojarzyć z podstawowym znaczeniem tego słowa. Od niedawna i bardziej w ramach droczenia się ja mówię też “koca” albo “kocacım”, czyli mężu lub mężulku (jak to beznadziejnie brzmi po polsku…). Po angielsku i po polsku nadal mam jakieś wewnętrzne opory i raczej nie nazywam H. mężem, cały czas jest to dla mnie coś nowego i dziwnego. I skoro już jesteśmy przy angielskim – często mówimy do siebie “sweetie”, z czego śmieje się już pół mojej rodziny i znajomych, poza tym ostatnio coraz popularniejsze staje się określenie, które wiele Wam powie o mojej mentalności, gracji i pomyślunku – “blondie” (mój tata prawie spadł z krzesła ze śmiechu kiedy po raz pierwszy usłyszał jak H. tak do mnie powiedział kiedy jakoś wyjątkowo popisałam się inteligencją i chyba też zacznie się tak do mnie zwracać).

Powiem Wam też jak się do siebie nie zwracamy – po imieniu. H. zaczął rozmowę od “Olga” może z dwa razy w ciągu ostatnich 6 lat i za każdym razem wiedziałam, że będzie syf (i był). Ja się chyba nigdy w życiu nie zwróciłam do niego po imieniu.

Temat banalny, ale moim zdaniem bardzo ciekawy – jak do siebie mówicie? Opowiadajcie! :)

Ziaja w Turcji

??????????

Jakiś czas temu na facebooku wybuchła wielka radość, bo okazało się, że Ziaja jest do dostania w Turcji, nikt jednak do końca nie wiedział gdzie można kupić te polskie kosmetyki. Powoli uzupełniam listę sklepów z tymi kosmetykami.

Antalya i okolice:

TAN STORE LARA
Adres: Mega Tanstore Lara Kozmetik Mağazası
Çağlayan Mah.Bülent Ecevit Bulvarı (Osman Ateş iş Merkezi), 07400 Antalya

TAN STORE SELEKLER
Adres: Kozmetik Mağazası Selekler Çarşısı No:31-37 Muratpaşa, Antalya

LİLA ECZANESİ
Adres: KUNDU MEVKİ YENİ TURİZM YOLU AKKAPARK SHOPPİNG MALL K:1 D:66 / LARA MURATPAŞA / ANTALYA

TUĞRA ECZANESİ
Adres: Çamlık Mah. 41. Sok. No:3/G Belek, Serik, Antalya

AYDOĞAN KOZMETİK
Adres: Mola Kavşağı Alanya Merkez, Alanya, Antalya

ALİ ÖZKAN
Adres: Elmalı Mahallesi Şarampol Kapalı Yol (Kazım Özalp Cad.) 89/1 ANTALYA

AKGÜN ECZANESİ
Adres: Mahmutlar Belediyesi Karşısı ALANYA

ALPSOY ECZANESİ
Adres: LİMAN MAH. BOĞAÇAY CAD. MERKEZ / ANTALYA

ARSLANBUCAK ECZANESİ
Adres : ARSLANBUCAK MAH. CUMHURİYET BULV. NO:126/A KEMER

AYDOĞDU ECZANESİ
Adres: Atatürk cad. yeni sağlık ocağı karşısı Mahmutlar / Alanya

ERDEM ECZANESİ
Adres: BARINAKLAR BULVARI 113/1 LARA / ANTALYA MERKEZİ / ANTALYA

GÖZLEM ECZANESİ
Adres: GAZİPAŞA ANTALYA EGEMENLİK BULVARI H.BİLGİÇ İŞHANI ZEMİN KAT NO.12

GÜLAY ECZANESİ
Adres: Saraybeleni mah.azakoğlu cad no:14 Saraybeleni Mahallesi / Cikcilli / Alanya

Hazer Eczanesi
Adres: Sahil M. Akdeniz Blv. Güner Iş Merkezi 2 Boğazkent – Serik/ Antalya Boğazkent – Serik

KARAKAŞ ECZANESİ
Adres: Havalimanı Dış Hatlar 2 Terminali Yenigöl Mah. Muratpaşa, Antalya

KIYMET ECZANESİ ANTALYA
Adres : BAYINDIR MH. ÇAKIRLAR CD. GÜLŞEN EYİCAN APT. NO:68/A

MERVENUR ECZANESİ
Adres: M.Akif Ersoy cad. Selimiye tokuş apt. Saray Mahallesi / Merkez / Alanya

ÖMÜR ECZANESİ
Adres: Oral sok. 13/1 Güllerpınarı Mahallesi / Merkez / Alanya

SEÇKİN ECZANESİ
Adres: MELTEM MH. ANKARA SIT.A BLOK NO:3 / ANTALYA MERKEZİ / ANTALYA

SEVİNÇ ECZANESİ
Adres: ANAFARTALAR CD. NO:74/D / ANTALYA MERKEZİ / ANTALYA

TALYA ECZANESİ
Adres: 1450. Sok. Yeşilbahçe Mah. Muratpaşa, Antalya

TEMİZ ECZANESİ
Adres: Yeşilyurt Mh. 75. Yıl Cd 07220 Kepez Antalya

UÇAN ECZANESİ
Adres: Deniz Mh., 07050 Muratpaşa/Antalya

VOLKAN ECZANESİ
Adres: Güzeloba Mh., 07230 Muratpaşa/Antalya

EKEN ECZANESİ
Adres: BELEK ANTALYA

KADRİYE ECZANESİ
Adres: KADRİYE ANTALYA

TUANA ECZANESİ
Adres: Güzeloba Mah. Lara Cad. Club Hotel Sera karşısı
Ece Apt.No:455/A Muratpaşa Antalya

KIZILAĞAÇ ECZANESİ
Adres: Kızılağaç Köyü Kızılağaç/Manavgat ANTALYA

KORAY ECZANESİ
Adres: Meltem Mah. Muratpaşa – Antalya

İNAL ECZANESİ
Adres: Toros Mah. 14.Cad. Konyaaltı – Antalya

UTKU ECZANESİ
Adres: Yeni Mah. 2431.Sok. No.14/1 Merkez – Antalya

SÖNMEZ ECZANESİ
Adres: Gençlik Mah. 19 Mayıs Cad. No.30/3 Merkez – Antalya

SEVİNÇ ECZANESİ
Adres: Anafartalar Cad. No.74/D Güllük – Antalya

DALYAN ECZANESİ – KUNDU – ANTALYA
Adres: Kundu Tesis Yolu Limak Lara Otel Karşısı Lara Park Sitesi C Blok No.5 Kundu – Antalya

PELİN ECZANESİ – AKSU
Adres: Perge Cad. Belediye Pasajı Aksu – Antalya

ENDER ECZANESİ – BELEK
Adres: Çamlık Mah. Atatürk Cad. No.10/E Belek-Serik-Antalya

İNAL ECZANESİ – KUMKÖY SİDE
Adres: ıIıca Mah. Sahil Cad. Novapark Otel Karşısı Kumköy – Side – Manavgat – Antalya

AYNUR ECZANESİ – ÇOLAKLI – MANAVGAT – ANTALYA
Adres: Erhan Deniz Bulvarı Çolaklı Üçtepeler Manavgat

BERÇİN ECZANESİ – MANAVGAT – ANTALYA
Adres: Yalı Mah. 1083 Sok. Manavgat – Antalya

KADIOĞLU ECZANESİ – MANAVGAT – ANTALYA
Adres: Demokrasi Bulvarı No.14 Manavgat – Antalya

ÇAĞLAYAN ECZANESİ – MANAVGAT – ANTALYA
Adres: Çağlayan Mah. Hastane Cad. No.54 Manavgat – Antalya

EMEK ECZANESİ – SİDE – ANTALYA
Adres: Liman Cad. Selimiye – Side

ALBATROS ECZANESİ – TİTREYENGÖL – MANAVGAT – ANTALYA
Adres: Sorgun Mah. Titreyengöl – Manavgat – Antalya

YASEMİN ECZANESİ – KIZILAĞAÇ – MANAVGAT – ANTALYA
Adres: Şefika Turan Asm Yanı Kızılağaç Köyü Mah. Manavgat – Antalya

İNANÇ ECZANESİ – OKURCALAR – ALANYA
Adres: Keykubat Cad. Afra Market Altı Alanya

İNCEKUM ECZANESİ – AVSALLAR – ALANYA
Adres: Belediye Dükkanları Avsallar – Alanya

ERDEM ECZANESİ – MAHMUTLAR – ALANYA
Adres: Cumhuriyet Mah. Barbaros Cad. Ateşoğlu Market Yanı Mahmutlar – Alanya

ANILGAN ECZANESİ – MAHMUTLAR – ALANYA
Adres: Cumhuriyet Mah. Namık Kemal Cad. No.8A/A Mahmutlar – Alanya

HACETTEPE ECZANESİ – MAHMUTLAR – ALANYA
Adres: Barbaros Cad. Yatmaz Taksi Karşısı Mahmutlar – Alanya

AKSOY ECZANESİ – MAHMUTLAR – ALANYA
Adres: Cumhuriyet Mah. 201 Nolu Sok. 9/A Mahmutlar – Alanya

NİLGÜN ECZANESİ – OBA – ALANYA
Adres: Dadaşlar Cad. Göl Mah. Oba – Alanya

YILMAZ ECZANESİ – OBA – ALANYA
Adres: Göl Mah. Atilla Cad. No.3 Oba – Alanya

KARGICAK ECZANESİ – KARGICAK – ALANYA
Adres: Karagedik Mah. Köyiçi Cad. Plumeira Mall Titan Otel Yanı No.2A/22 Kargıcak – Alanya

DAMLATAŞ ECZANESİ – ALANYA
Adres: Saray Mah. Atatürk Cad. No:164/B Merkez – Alanya

SAHİL ECZANESİ – ALANYA
Adres: Kızlarpınarı Mah. 1504 Sok. 8/A-B Merkez – Alanya

NİL ECZANESİ – ALANYA
Adres: Atatürk Cad. Mola Kavşağı No.3/A Merkez – Alanya

Stambuł:

BEYHAN PARFÜMERİ – AVCILAR
Adres: Marmara Cad. No:12 D:1 Avcılar Merkez – İstanbul

ŞEBNEM ECZANESİ – BAĞCILAR
Adres: Gazi Mustafa Kemal Cad. No:553 / B Mahmutbey Bağcılar – İstanbul

PINAR ECZANESİ – ATAKÖY 5.KISIM
Adres: 5. Kısım Çarşısı No:66 Ataköy Bakırköy – İstanbul

NAZ KOZMETİK PARFÜMERİ – BEYLİKDÜZÜ
Adres: Çınar Cd. N:48 Pazarcı Çeyiz Karşısı Dük:2 Orhantepe M. Cevizli Kartal – İstanbul

BATU KOZMETİK – GÜLTEPE
Adres: Ortabayır Şair Çelebi Sokak No:3 Gültepe – İstanbul

İYİGÜN PARFÜMERİ – NİŞANTAŞI
Adres: Gülbağ Cad. No.36 D.2 Mecidiyeköy-Şişli – İstanbul

TOLGA PARFÜMERİ – SEFAKÖY
Adres: Halkalı Caddesi Sefaköy – İstanbul

BAŞAK ECZANESİ – ZEYTİNBURNU
Adres: Gökalp Mah. Muammer Aksoy Cad. No.37/A ( Olivium Karşısı ) Zeytinburnu – İstanbul

MAJÖR KOZMETİK – ESENKENT
Adres: Süleyman Demirel Mah. Sun Flower A.V.M No:69/70 Esenkent B.Çekmece – İstanbul

ERKUL KOZMETİK – BAKIRKÖY
Adres: Fahri Korutürk Cad. No.4 Bakırköy – İstanbul

ELİF PARFÜMERİ – KARAKÖY
Adres: Kemankeş Cad. Halil Paşa Sok. No.2/A K.Karamustafapaşa Mh. Karaköy Beyoğlu – İstanbul

GÜLDÜREN PARFÜMERİ – ÇATALCA
Adres: Mescit Sok. No.4 Köyüm Kebap Civaş İş Hanı Ferhatpaşa Mh. Çatalca – İstanbul

EMİN AK KOZMETİK – SARIYER
Adres: Şehit Mithat Yılmaz Cad.No.65 D.67 Sarıyer – İstanbul

TİTİZ TEMİZLİK MALZ.PARFÜMERİ – YEŞİLKÖY
Adres: İstasyon Cad. Ümran Sok. No.4 Yeşilköy – İstanbul

HUNCA SHOP – SİLİVRİ
Adres: Piri Mehmet Paşa Mah. Hacı Pervane Sok. No.43/1 Silivri – İstanbul

HUNCA SHOP – BÜYÜKÇEKMECE
Adres:

HUNCA SHOP – ÇORLU
Adres: Kemalettin Mah. Boyacılar Sok. No.3-A Çorlu – Tekirdağ

ÇAĞRI MARKET – ŞİRİNEVLER
Adres: Şirinevler Mah. Şehit Yarbay Cesur Cad. Ulu Camii Altı Şirinevler Bahçeşehir – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – BAŞAKŞEHİR
Adres: Başakşehir Mah. Onur Kent Erdem Beyazıd Cad. No.5 1.Bodrum No.1 Fuzul Olimpa AVM Başakşehir – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – HAZNEDAR
Adres: Bağcılar Cad. No.1 Haznedar Güngören – İstanbul

COSMO SHE – BAHÇELİEVLER
Adres: Fevzi Çakmak Cad. No.30 Bahçelievler – İstanbul

ALEYNA SAÇ TASARIM – KÜÇÜKYALI
Adres: Atatürk Cad. Küçükyol Sok. No:2 D:8 Küçükyalı Maltepe – İstanbul

UĞUR TEMİZLİK PARFÜMERİ – KÜÇÜKYALI
Adres: Dr.Orhan Maltepe Cad. No:26 Batı M. Pendik – İstanbul

CAN KUAFÖR – KARTAL
Adres: İstasyon Cad. Özdemir Pasajı No.1 Kartal – İstanbul

MİNA KUAFÖR – BOSTANCI
Adres: Eminali Paşa Cad. Bostantüccarı Sok. Pakdağ Apt. No:34 D.1 Bostancı – İstanbul

ZAFER ERKEK KUAFÖRÜ – BOSTANCI
Adres: Bostancı Mah. Cami Sok. Abacı Apt. No.11 D.5 Bostancı – İstanbul

MAVİ KOZMETİK – BOSTANCI
Adres: Bostancı Cami Sok. Demirli Güç Apt. No.9/1 Bostancı – İstanbul

TEKBEN KOZMETİK – ÇEKMEKÖY
Adres: Alemdağ Cad. Şahin Sok. No.16 Çekmeköy – İstanbul

SUDE PARFÜMERİ – KADIKÖY
Adres: Osmanağa Mah. Körler Sok. No.6/A Kadıköy – İstanbul

LİZGE NATUREL SHOP – KADIKÖY
Adres: Mühürdar Cad. No.27 Caferağa Mah. Kadıköy – İstanbul

PALMİYE ECZANESİ – GÖZTEPE
Adres: Merdivenköy Mah. Nisan Sok. No.16/A Göztepe Kadıköy – İstanbul

VOLKAN ECZANESİ – ÇAKMAK ÜMRANİYE
Adres: 23 Nisan Cad. No.29/B Çakmak Ümraniye – İstanbul

ZEYNEP PARFÜMERİ – SULTANBEYLİ
Adres:

ÇAĞRI MARKET – BULGURLU
Adres: Bulgurlu Mah. Bulgurlu Cad. No.121 Üsküdar – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – KARTAL
Adres: Tecerdağ Cad. No.2 Kartal Anadolu İmam Hatip Lisesi Altı Esentepe Kartal – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – DUDULLU
Adres: Yukarı Dudullu Mah. Alemdağ Cad. No.457 Dudullu Ümraniye – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – KÜÇÜKYALI
Adres: Eski Bağdat Cad. Tren İstasyonu Karşısı Minibüs Yolu No.135 Küçükyalı Maltepe – İstanbul

HUNCA SHOP – ÇERKEZKÖY
Adres: OSB Gazi Osman Paşa Mah. Türkmen Sok. D.5 Çerkezköy – Tekirdağ

ÇAĞRI MARKET – İÇERENKÖY
Adres: Karslı Ahmet Cad. İçerenköy İş Merkezi No.2 İçerenköy Kadıköy – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – KOZYATAĞI
Adres: Şebnem Sok. Tavukçuoğlu İş Merkezi No.2/1 Kozyatağı – İstanbul

ÇAĞRI MARKET – NATOYOLU
Adres: Nato Yolu ( Bosna Bulvarı ) İstanbul

HUNCA SHOP – YALOVA
Adres: İstanbul Cad. No.12 HSBC Karşısı Yalova

LOBİ SAĞLIK MEDİKAL – İZMİT KOCAELİ
Adres: İnönü Cad. No.125 Kat.1 İzmit / Kocaeli

Alanya

Parę dni temu dostałam maila z propozycją zamieszczenia na “Turczynkach” wpisu gościnnego na temat Alanyi – a jak wiecie niedługo mamy w planach pokazanie Turcji paru osobom, które albo nie były w Turcji nigdy albo były, ale wiele lat temu. Dla tych z Was, które znają Alanyę poniższe informacje będą oczywistą oczywistością, ale ja byłam w Alanyi raz (i to nawet nie w samej Alanyi tylko kilka kilometrów od niej), więc dla mnie to fajna sugestia dotycząca tego, od czego zacząć planować zwiedzanie tej okolicy jeśli uda się nam tam w tym roku pojechać. Wasze sugestie jak zawsze mile widziane!

alanya-fotograflari_134328942575
Alanya, niegdyś wioska rybacka, dziś popularny kurort Riwiery Tureckiej. Położona na wybrzeżu Morza Śródziemnego z piaszczystymi plażami i pięknymi widokami. Wśród miejsc godnych polecenia jest punkt widokowy na wzgórzu Kale z twierdzą zbudowaną w XIII w. Miasto jest spokojne a ludzie nas otaczający bardzo mili. Cała atmosfera pozwala dobrze wypocząć i cieszyć się piękną pogodą. Dodatkowo będąc w Alanyi można poczuć się niczym Kleopatra i zażywać słońca na plaży nazwanej jej imieniem. Mnie dało to wiele uciechy i okazji do historycznej dyskusji o wątpliwej moralności Egipskiej królowej.

Oprócz doznań czysto plażowych, pobyt w Alanyi może posłużyć kulturalnemu wzbogaceniu. Uważam, że koniecznie trzeba skorzystać z możliwości wycieczek często oferowanych w hotelach. Ja wybrałam możliwość zobaczenia Aspendos oraz Side.
Aspendos to starożytne Greckie miasto, zlokalizowane około 100 km od Alanyi z jednym z najlepiej zachowanych amfiteatrów w Turcji, który co ciekawe, nadal jest wykorzystywany np. podczas koncertów. Dodatkowo w mieście znajdują się ruiny akweduktów, czy pozostałości po dawnym stadionie. W połowie drogi z Alanyi do Aspendos znajdują się ruiny Świątyni Apollina w Side z II w n.e. położone nad samym brzegiem morza. Widok zachodzącego słońca i krystalicznie czystej wody Morza Śródziemnego dostarczają niezapomnianych doznań.

Aspendos_Amphitheatre
Zwiedzając różne zakątki świata, uważam, że koniecznie trzeba próbować lokalnych przysmaków. Podczas pobytu w Alanya moja miłość do baklavy zaskutkowała 2kg w przód, ale kto by się tym podczas wakacji przejmował. Lato za pasem, więc nie pozostaje nic innego jak planowanie kolejnej wizyty w pięknej Turcji.

baklava

Turcja to kraj, który cieszy się popularnością wśród naszych rodaków. Nie ma w tym nic dziwnego, bo oprócz pięknej pogody mamy do wyboru pakiety all inclusive w przystępnych cenach. Nauczona doświadczeniem, nie wierzę bezkrytycznie w to, co słyszę w biurze podróży. Dobrze sprawdzić proponowane hotele bazując na doświadczeniach innych wczasowiczów. Szukając odpowiedniej oferty, porównywałam hotele w Alanyi na zoover. Pobyt bardzo udany i zaowocował niepohamowaną chęcią powrotu do Turcji, by móc zobaczyć, jakie inne skarby ma do zaoferowania.

Autorką tekstu jest Maja Kwiatkowska. Jak zawsze klikając w zdjęcia przeniesiecie się na strony, z których one pochodzą (poza zdjęciem baklavy, to akurat jest moje ;) )

Turecka teściowa w Polsce

Wiecie, że miałam pewne obawy w związku z wizytą mojej teściowej w Polsce – nie wiedziałam jak jej się spodoba nasze mieszkanie, Poznań, jak zareaguje na moją rodzinę i polskie jedzenie. I wiecie co? To był jeden z fajniejszych weekendów w moim życiu!

Zacznijmy od tego, że mam farta do tureckiej rodziny. Wiem, że bardzo często trułam na ich temat, ale z perspektywy czasu i sporej odległości dostrzegam, że wszyscy są naprawdę kochani, nikt nie marudzi, że gelin nie jest z Turcji, mama H. w ciągu ostatniego roku odwiedziła chyba 10 państw w Europie, więc coraz mniej ją szokuje – naprawdę nie jest źle.

Ale przejdźmy już do samej wizyty. Zaczęło się oczywiście od komentarzy na temat wagi H., ale na szczęście trochę przytył, nie schudł, czyli biedaka nie głodzę (uff!). A pierwsze pytanie po przekroczeniu progu naszego mieszkania? “Dlaczego nie macie dywanu?”. Później musiało się pojawić standardowe pytanie o to jak H. sobie radzi bez kranika w toalecie i o to dlaczego nie mamy kapci dla gości. Lekkim szokiem było to, że ja potrafię wejść do domu w butach i np. zanieść ciężkie zakupy do kuchni, a dopiero później zdjąć kurtkę i tenisówki, albo na odwrót – bez problemu cofam się tuż przed wyjściem z domu po jakiś drobiazg, który został przy łóżku. Albo to, że kiedy odwiedziliśmy dwa inne mieszkania w ogóle nie zdjęliśmy butów. Szok był, ale zero komentarzy.

Przez zupełny przypadek i całkiem w ostatniej chwili zostaliśmy dzień po przyjeździe mamy H. zaproszeni na imprezę urodzinową w mocno mieszanym wiekowo gronie i po szybkiej wymianie zdań postanowiliśmy się na nią wybrać. Ekipa imprezowa sama w sobie była dość specyficzna, ale mama H. prawie popłakała się ze śmiechu kiedy dwóch pijanych facetów zaczęło nagle przed nią odstawiać sceny z baletu i kiedy zauważyła, że parę osób przyniosło zamiast kwiatów ananasy. Żartowała tylko, że w Turcji by nie przeszło, że oto H. przed swoim teściem a ja przed swoją teściową pijemy (i nie ukrywajmy – upijamy się), patrzyła tylko i bardzo jej się podobało, że wszyscy są swobodni, nikt sztywno nie siedzi na kanapie i że wszyscy są do siebie tak pozytywnie nastawieni. Zdziwiła się też, że żaden pijany facet jej nie zaczepiał i wszyscy byli dla niej tak mili.

Następnego dnia zwiedzaliśmy miasto i już na wstępie zdziwiła ją pogoda – w czasie jej pobytu mieliśmy w Poznaniu regularne lato, temperatura dochodziła do 22 stopni i myślę, że już nie będzie postrzegała Polski jako miejsca, w którym nigdy nie topnieje śnieg. Bardzo zaskoczył ją fakt, że Poznań ma tak długą i bogatą historię (wcześniej ona i siostra H. pytały mnie czy my w ogóle mamy w Polsce “jakąś historię”…), bardzo jej się podobały kościoły i Stary Rynek.

Rodzinna niedziela to kolejny ogromny szok połączony z wybuchem śmiechu – mój tata zmywał naczynia, a mama H. znowu prawie się popłakała ze śmiechu i mocno nie dowierzała, że przy trzech kobietach (nie licząc jej) w domu za naczynia zabiera się mężczyzna. Ale nie powiem – bardzo pozytywnie ją to zaskoczyło.

Ucieszyłam się też, że nie było parcia na tureckie jedzenie. Jedliśmy pierogi z pieca a drugiego dnia kaczkę i obie rzeczy bardzo jej smakowały. Śniadania były tylko częściowo tureckie, kupiłam też sporo polskich serów i wędlin i wszystko znikało ze stołu na równi z fetą i oliwkami.

Czas, który spędziliśmy w Poznaniu był pełen śmiechu, alkoholu, dobrego jedzenia, długich spacerów, zdziwienia i zachwytów. Nigdy bym się nie spodziewała, że jej pierwsza wizyta w Polsce tak świetnie wypadnie. Od jej wyjazdu jesteśmy w szoku, że tak się to wszystko potoczyło – spodziewałam się łez i odliczania godzin do jej wylotu, a było cudownie. Mieszkanie z dala od teściów naprawdę ma swoje plusy, nagle zaczyna się dostrzegać ich zalety zamiast miliona wad. Chociaż jestem pewna, że jeszcze wiele razy będę miała okazję na nich nieźle ponarzekać ;)

my3

Dostawa tureckich pyszności

Jak już wiecie była u nas moja turecka teściowa. O tym jak było i co jej się podobało i nie podobało w Polsce i u nas w mieszkaniu opowiem Wam następnym razem, teraz chciałam się Wam tylko szybciutko pochwalić tym, co dostaliśmy od niej i od rodziny H. w ramach akcji dokarmiania biednych dzieci na wygnaniu w dzikiej Polsce, z dala od porządnej tureckiej kuchni. Bo kto wie, może jesteście tak samo ciekawskie jak ja i lubicie wiedzieć co kto lubi i za czym tęskni?

ABM_1396292787

Po pierwsze musiał przylecieć do nas sucuk! Pytałam Was na fejsie czy można go teraz ze spokojem przewozić i jak tylko okazało się, że jest szansa, że niemieccy celnicy nie wywalą go do kosza (chyba bym tam pojechała i zaczęła grzebać w lotniskowych śmietnikach…) od razu się napaliliśmy na poranne jajecznice z tą kiełbaską. Dostaliśmy cztery, trzy od razu poleciały do zamrażalnika.

Po drugie dwa kilogramy bulguru. Wiem, że można znaleźć go na Allegro, dlatego jakoś mocno o niego nie prosiliśmy, ale na pewno się u nas nie zmarnuje. Bulgur pilav to chyba moje ulubione tureckie danie, już się nie mogę doczekać aż go sobie ugotuję (i tak przy okazji – z powodzeniem zastępuję w Polsce bulgur pęczakiem, też wychodzi super, robię go cały czas wg tego samego przepisu).

Dostaliśmy też ogromny słoik czarnych oliwek z dziadkowych drzewek – dla mnie są za słone i za gorzkie (są w wersji sele), ale H. jest w niebie i będzie ten słoik męczył pewnie przez kolejne pół roku.

Następna w kolejce ręcznie robiona kuru baklava. Prze-pysz-na! Wypełniona orzeszkami i tahinem, z kruchutkim ciastem filo, też się podzieliliśmy i wszyscy, którzy jej próbowali byli zachwyceni. Kiedy się skończy chyba wpadnę w depresję. Nie jest tak słodka jak zwykła baklava, bo nie jest namoczona syropem cukrowym.

ABM_1396347831

Nie mogło się też obejść bez suszonych na słońcu moreli. Cała moja rodzina i paru znajomych ma obsesję na ich punkcie, są przesłodkie, mięciutkie i po prostu pyszne. Dostaliśmy trzy opakowania, ale nie było bata, trzeba było się podzielić z rodziną (robiliśmy to z ciężkim sercem ;) ).

Kolejnym niezbędnym produktem był pul biber w największym możliwym opakowaniu. Używamy go właściwie codziennie i do wszystkiego – rano H. posypuje sobie nim fetę i oliwki, ja dodaję go do zup, sprawdza się też w bardzo wielu nie do końca tureckich daniach. Uwielbiam i już nie umiem bez tej przyprawy gotować.

ABM_1396347878

Zupełnie niespodziewanie dostaliśmy też z kilogram orzeszków ziemnych w łupinkach – nie jest to może jakiś typowo turecki produkt, wiem. Ale w Turcji często kupowaliśmy ogromne paczki tych orzeszków, w Polsce jeszcze jakoś ich nie kupiliśmy, więc była to miła niespodzianka.

I już zupełnie na koniec trzy opakowania pişmaniye. Dwa już poszły w świat, jedno zostało u nas i czeka na specjalną okazję.

Aż boję się pytać co Wy dostajecie albo chciałybyście dostać w tego typu paczkach, bo zaraz się okaże, że zapomniałam o czymś bardzo ważnym ;) Ale zaryzykuję – co by się znalazło na Waszej liście zapasów z tureckiego spożywczaka albo od tureckiej rodziny?

Najazd teściowej

Stało się, będę miała inspekcję ;) Pierwszy raz w relacji gelin-teściowa, więc chociaż znamy się od dawna, razem mieszkałyśmy przez prawie trzy lata, to i tak zastanawiam się jak to będzie. Do tego po raz pierwszy spotkają się osoby z naszych rodzin (no, nie licząc mojej siostry), co tym bardziej podnosi poziom stresu – ale jakby nie było za późno na reklamacje, ślub za nami ;) No i sama teściowa będzie w Polsce po raz pierwszy. Dużo tych pierwszych razów się uzbierało, prawda?

Z jednej strony wiem, że nie ma co panikować, kobieta jest kochana i przez te pare dni, przez które będzie w Poznaniu pewnie jakoś bardzo jej nie podpadnę, ale za mną generalne porządki, zakupy i ułożone menu na każdy dzień. Wiem, że jako porządna gelin muszę mieć czyste szafki, bo nie ma bata – będzie kontrola ;) kto miał najazd rodziny Turka ten wie! Ciekawa jestem jaka będzie jej reakcja na skromny (jak na tureckie warunki) metraż naszego mieszkania, jak w jej oczach wypadnie Poznań i co potem będzie opowiadać połowie Stambułu. I tylko mam nadzieję, że pogoda będzie przyjemna i nagle w pięć minut nie wrócimy do -16.

Szczerze mówiąc najbardziej intryguje mnie to, czy coś się między nami zmieni teraz kiedy mam obrączkę na palcu. Mam nadzieję, że będzie tak samo jak wcześniej, czyli miło i sympatycznie, ale kto wie? Może skoro mój Turek po ślubie się nie zmienił to chociaż teściowej nagle odbije?

Jeśli macie jakieś (jakiekolwiek!) wskazówki w temacie pierwszej wizyty teściowej w domu/w Polsce albo jeśli chodzi o przedstawianie sobie dwóch rodzin to koniecznie się podzielcie! Sama nie wiem co jej dać do zjedzenia, żeby spróbowała czegoś nowego ale nie zraziła się jednocześnie do polskiej kuchni, co jej pokazać, dokąd zabrać… Chętnie dowiem się też jak wyglądają Wasze relacje z teściową i czy zmieniły się w jakiś sposób po ślubie – na lepsze? Na gorsze?

1 2 3 22